Polityka prywatności i pliki cookie

W kieszeni złotej rączki

Witam.

Wiele prostych w konstrukcji artykułów zrewolucjonizowało rzeczywistość. Jedną z nich jest opaska kablowa i taśma srebrzysta zbrojona, ta dzięki której zbudowano Amerykę.
Jeden i drugi produkt opiszę w dzisiejszym poście.


Zacznijmy od opaski kablowej, znanej powszechnie jako trytytki lub trytki. Bardzo proste w swojej konstrukcji. Taśma zaciskowa składa się z plastycznej, ząbkowanej taśmy, z jednej strony zakończona jest zwężeniem (szpiczasta końcówka) pozwalającym na bezproblemowe przewlekanie, a z drugiej główką służącą do jej zapinania. Wewnątrz główki znajduje się zapadka, podczas montażu skacze po ząbkach opaski kablowej wydając charakterystyczny terkotanie, co widocznie sprawiło, że u nas nazywana jest trytytką. Trwały montaż odbywa się kiedy przewleczona taśma z ząbkami blokowana jest przez zapadkę. Zęby mają takie pochylenie, że wsuwanie odbywa się bez trudu, a wysuwanie jest niemożliwe bez uszkodzenia opaski ( chyba że jej pomożemy podważając małym śrubokrętem zapadkę). Powstała pętla może być tylko bardziej zaciskana.


Dzięki dużej wytrzymałości na rozrywanie układu zapadki, trytytka umożliwia metodę trwałego związania wiązki przewodów, kabli lub innych elementów, a także mocowanie ich do elementów konstrukcyjnych. Jednak zarówno konstrukcja opasek zaciskowych, jak też używane do produkcji materiały powodują, że opaski kablowe występują w bardzo dużej liczbie typów i rodzajów, jedną z ciekawych przeznaczeń są opaski do kajdankowania.

Podstawowym materiałem, z którego wytwarzane są trytytki jest poliamid 6.6 znany też pod nazwą nylon 6.6. Jest to plastik z jednej strony elastyczne, a z drugiej wytrzymałe na rozciąganie. Standardowe opaski kablowe z ząbkowaną wewnętrznie taśmą kablową są obecnie najpowszechniej używanymi trytkami na świecie.

Wielu producentów proponuje opaski kablowe tego typu, konkurując właściwie ze sobą jedynie ceną. Obniżanie wydatków łączy się z korzystaniem tanich niejednolitych granulatów lub regranulatów. Ma to wpływ na właściwość opasek, kiepska jakość surowca to najczęściej twarde i kruche trytki. Pękają podczas zaciskania, prawem Murphiego w najmniej oczekiwanym czasie.
Wypada zwrócić uwagę, że jak większość tworzyw sztucznych nylon 6.6 jest nieodporny na promieniowanie UV. Oznacza to, że trytytki wykonane z naturalnego nylonu 6.6 nie nadają się na zewnątrz i nie mogą być wystawianena działanie światła słonecznego. Żeby zagwarantować odporność opasek kablowych na promienie słoneczne do granulatu dodaje się sadzy elektrotechnicznejw odpowieniej ilości. Powoduje to zabarwienie opasek kablowych na kolor czarny. Warto zobaczyć etykietę czy jest tam znak odporne na UV.


I drugi produkt: Duct Tape - srebrna mocna taśma - https://domtechniczny24.pl/ta%C5%9Bmy-monta%C5%BCowe-techniczne.html . W Polsce ma już swoje miejsce, natomiast w USA jest obiektem kultu. Jak powiedział Walt Kowalski (Clint Eastwood) w filmie "Gran Torino" do młodego chłopaka:
"Weź te trzy rzeczy - trochę WD-40, kombinerki (szczypce zaciskowe) i rolkę srebrnej taśmy. Każdy porządny mężczyzna da radę tym naprawić większość usterek."
Do powszechnego użytku trafiła z armii. Wymyślono ją w czasie II wojny światowej. Żołnierze chcieli taśmy do zaklejnia paczki z amunicja tak by były zabezpieczone przed wodą. Miała też być prosta w rozdzieraniu by nie trzeba było używać noża. Oczywiście jak łatwo można się domyślić pierwsza wersja była zielona typowo pod zapotrzebowanie wojska. Natomiast to co nie zmieniło się to trzy warstwowa budowa. Z wierzchu tworzywo, w środku siateczka z płótna i od spodu warstwa elastycznego kleju.

Określenie DUCT TAPE powstała później gdyż na początku swojej kariery miała tylko numer kontraktowy. A nazwę wymyślili sami żołnierze. Najprawdopodobniej dla tego, że woda spływa po niej jak po kaczce.

 

Żołnierze szybko odkryli, że taśma nadaje się nie tylko do uszczelniania skrzynek ale i do naprawy broni, butów a nawet układów wydechowych. Powszechnie była stosowana jako chwilowy i prowizoryczny opatrunek. Po wojnie żołnierze przywieźli ją do domu i tak zaczęła się jego popularność.

Rozwijający się sektor budowlany i montażowy zybko znalazł sposób zastosowania taśmy. Sprzedawano ją jako łącznik przewodów grzewczych, klimatyzacji. I właśnie wtedy zmieniono kolor z zielonego na srebrny i zaczęto ją powszechnie nazywać DUCT TAPE lub DUCK TAPE w zależności od producenta. Dziś taśmę produkuje wiele firm w różnyh kolorach i przeznaczeniach. Na przykład Huricane Tape została zaprojektowana do zabezpieczenia szyb przed huraganowym wiatrem.
Natomiast dla wojska i branży militarnej dalej jest produkowana w wersji zielonej ale o znacznie większej wytrzymałości.
Natomiast NASA używa srebrnej taśmy do napraw w czasie misji kosmicznych i jest obowiązkowym wyposażeniem każdego pojazdu kosmicznego. Do historii przeszło użycie jej do naprawy filtrów CO2 podczas misji APOLO 13 w 1970 roku. Opis ze strony http://narzedziacentrum.pl/

Na zakończenie kubeł wody i pamiętajmy, że Taśma w wielu wypadkach jest tylko czasowym łataniem dziury, a nie ostatecznym rozwiązaniem konstrukcyjnym czy naprawczym.

Pozdrawiam

Samoróbka napędu do maszynki do mięsa

Napęd do maszynki 22 i mieszarki do farszu.

        Ostatnio przerabiałem pół świniaka, sam zupełnie bez niczyjej pomocy. Po zmieleniu 25kg mięsa na kiełbasy w jeden dzień, w tym 4 kg dokupionej pręgi wołowej na sitku 2,5mm nie czułem zupełnie rąk - czas na napęd.
W ręce wpadła mi skrzynka przekładniowa, ślimakowa z silnikiem na 230V, obroty wyjściowe 36/min.
        Na początek dorobiłem tulejkę do maszynki, bo stara wytarła się i mięso zaczynało wylatywać koło rączki.
Na tokarce przetoczyłem ślimak i dorobiłem, przedłużkę z zębatką, będzie zdejmowana, kiedy maszynkę będzie trzeba wymyć. Klinowana na zawleczkę.
Mocowanie z płyty OSB i desek, ( co w testach okazało się całkowitą porażką, ale o tym później).
Jeszcze osłona na łańcuch i wyłącznik. Po pierwszej próbie okazało się, że taka konstrukcja nie gwarantuje sztywności.
Powstała wersja następna, napęd z przekładni przeniesiony na wałek, zamocowany sztywno na 2 łożyskach. Zakończenie płetwą, taki zabierak a na ślimaku rurka z wcięciem na zabierak, będzie łatwo wysuwać maszynkę do mycia.
        Po pierwszym zastosowaniu stwierdziłem, że łańcuch jest za długi i ma tendencję do przeskakiwania. Zamocowanie całości na drewnianej konstrukcji to porażka, wszystko się trzęsie i luzuje.
Muszę pospawać szkielet, konstrukcję i do niego zamocować napęd. W międzyczasie zaopatrzyłem się w mieszarkę do farszu, to zrobię jedną konstrukcję napędu do mielenia i mieszania.
        Do pospawania konstrukcji posłużyła mi spawarka inwerterowa i elektrody niskotopliwe Rutweld 12. Całość wyszlifowane i pomalowane. Przy okazji miałem okazję przetestować cienkie tarcze do cięcia metalu, trzy rodzaje.
Wniosek: cięcie kątowników i prętów tanią tarczą za 2 złote to porażka, więcej kurzu niż efektu. Znacznie lepiej sprawowały się tarcze do metalu 125x1mm Dedra. Są bardzo żywotne ale tną wolno i nadmiernie nagrzewają materiał. Najlepiej wypadły polskie cienkie tarcze do metalu 125x1mm Andre. Stopień zużycia podobny z tarczami Dery, tymczasem prędkość cięcia nieporównanie większa i znacznie mniej nagrzewają materiał. To taka wstawka do kilku linków, co nie znaczy, że nie pisałem prawdy. Wszystkie takie artykuły staram się rzetelnie opisywać na podstawie swoich osobistych doświadczeń.

         Jedyny kłopot, jaki się pojawił przy montażu mieszarki to było wywiercenie 2 otworów w stopce mieszarki. Nie wiem, z czego zrobili ją chińczycy, ale ta stal nierdzewna, dodatkowo śrutowana jest niesłychanie trudna do wiercenia. Wiertło kobaltowe INOX nie dało rady, pomimo chłodzenia, wolnych obrotów i dużego nacisku. W ostateczności otwory wypaliłem elektrodą.

        Do łatwego transportowania napędu dospawałem uchwyt, który dodatkowo usztywnił ramę. W zależności od potrzeby mocuję maszynkę do mielenia albo mieszarkę wszystko na 2 śruby nierdzewne z podkładkami i nakrętkami. Konstrukcja jest taka, że łatwo jest wszystko rozebrać i co trzeba umyć. Jedyny feler to uruchomienie przy załadowanej maszynce. Jeżeli wyłączę w momencie jak w ślimaku jest znaczna ilość mięsa to silnik nie daje rady ruszyć ( pomimo kondensatora). Mam wtedy przygotowane szczypce płaskie, chwytam nimi za zabierak i lekko cofam. Daje to swobodny rozbieg silnikowi.

Pierwszy sprawdzian za mną. Całość sprawuje się świetnie, zamontuję jeszcze przełącznik nożny i małą osłonę na łańcuch.

Czy dezodoranty mogą ...?

Dezodoranty szkodzą, czy nie?
Nie używam za często tego zbytku, i co capię, może nie pachnę tak intensywnie i to wszystko. Ale zadajcie se pytanie, z jakiego powodu homo sapiens śmierdzi pod pachami, dlaczego male dzieci nie śmierdzą? No chyba, że zrobią, k…ę ale to inna historyjka. Pierwsza sprawa to, co to jest pot? Jaką rolę wypełnia w naszym organizmie przez miliony lat kreowany przez ewolucję i po co natura wyposażyła nas w taki mechanizm? Oprócz dostosowywania ciepłoty ciała, z potem wydalamy toksyny, kwas mlekowy, nadmiar sodu, mocznik. To tak w ogólności. Innymi słowy pocenie się jest jednym z sposobów organizmu na pozbywanie się toksyn. Nieznośny zapach ma dwa podłoża, naczelny naturalny to rozkład potu przez bakterie, drugi niemiły zapach potu sam w sobie ( duża ilość toksyn i zakwaszony organizm).
A co robią dezodoranty? Oprócz tego, że zawierają perfumy to mają jeszcze całą górę środków chemicznych, które powodują zasklepienie porów potowych. Czyli takie korki, albo zakrętki. Wszystko, co organizm w przyrodzony sposób chce wydalić na zewnątrz pozostaje w środku. To tak jakby przy rozwolnieniu zatkać sobie odbyt i problem z głowy nic nie cuchnie, fajnie nie? Jedynie jony srebra, lub srebro  nanocząsteczkowe nie wydaje się być szkodliwe, i coraz częściej pojawia się w dezodorantach. I nietylko mozna je też spotkach w środkach do czyszczenia domu - nanomax.


Trucizny jednak nadal krążą w organizmie, temperatura ciała nie jest korygowana prawidłowo, nie mówiąc już o chemikaliach przenikających z dezodorantów do organizmu. Ostatnio przeczytałem o badaniach pani dr Philippa Darbre. Analizowała ona zawartość tkanek raka piersi, i okazało się, że zawierają one znaczne liczbie toksycznych środków konserwujących - parabenów, które do tej pory powszechnie wykorzystywane są w kosmetykach. Może to być jedno z realnych czynników zwiększających ryzyko zachorowalności kobiet na raka piersi, macicy, i nawet raka skóry.
Preferencja wypada do nas, myć się, co dziennie kilka razy pod pachami (najlepiej wodą), zdrowo żywić albo stosować chemię i zaledwie ładnie pachnieć i mieć białe i czarne koszulki bez plam.

 

Dobra to teraz trochę wiedzy praktycznej:

- nie pić kawy 

-zrobić samemu dezodorant przeciw zapachowy pod pachy: atomizer, płyn lugola 1 łyżeczka, woda 100 ml

- drugi sposób woda 50ml, chlorek magnezu 6 ciowodny 50 gram. Trochę szczypie - nie psikać po oczach!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Pozdrawiam

Wiosenny tor wyścigowy

Kłaniam się
Jest tak uroczo na, zewnątrz że aż pragnie się żyć. W końcu nastąpiła oczekiwana wiosna, mamy piękny miesiąc, kiedy ożywia się do życia cała przyroda, w języku polskich przodków, miesiąc Marzec, zwali Brzezień, być może ku czci brzozy niezwykłego drzewa zgoła niedocenianego przez nas. Z brzozy da się pozyskać oczyszczający sok, z młodych liści pozyskać susz na herbatki, a z kory rozpałkę lub materiał do pisania.
Jestem pełen energii, i nie mam kompletnie pojęcia, z jakiego względu, przecież odżywiam się tak samo, nie ma wciąż rodzimych nowalijek, może to energia życia, powiew wiosny?


Moje synki też ożyły, tak jak nie zdołałem w zimie wygonić ich na dwór, albo pole tak obecnie to do wieczora siedzą. Tylko żona się niepokoi, bo całkiem odpuścili naukę i lekcje nie odrabiają, bo są wyczerpani. Usypiają o 9-10 a w zimie to przed kompami by siedzieli do późnej nocy. To znaczy, że ruch na świerzym powietrzu to na 100% zdrowie tak jak mówi ludowa mądrość. A wczoraj to wykoncypowali sobie, że zrobią tor wyścigowy, bo najstarszy jest fanem (nie kocham tego słowa) formuły F1. Oglądał w niedziele wyścigi i go natchnęło. Przyszedł do mnie i poprosił o spray, ale gdzie ja tam będę pozwalał malować linie na drodze. W tamtym roku to kupiłem im farbę geodezyjną pomarańczową, Taka farba geodezyjna ma tą niezwykłą właściwość, że zawiera masę pigmentu a bardzo mało żywicy spajającej i rozpuszczalnika. Z tego powodu po pomalowaniu szosy czy chodnika, po kilku miesiącach znika, po prostu deszcz ją wypłukuje. Z tego względu nadaje się do robót geodezyjnych, malowania przeróżnych lini, podkreślania punktów przy wykopach melioracyjnych i nawet do oznaczania drzew w Lesia. Ja odkryłem dla niej inne zastosowanie, jak dzieciaki pomalują drogę to za 3 miesiące nie będzie już za bardzo widać. Farba geodezyjna może być żółta, pomarańczowa, czerwona niebieska albo zielona, to zależy od zastosowania wiem, że geodeci to prawdopodobnie używają głównie żółtej i pomarańczowej.


Tak pomalowany tor służył do pierwszej kraksy, na szczęście nie groźnej no, ale synki muszą się przyuczyć, że rajdy to nie bajka tylko bardzo poważna i niepewna sprawa. Tory muszą być widoczne i bezpieczne.
Na nadchodzące dni życzę wszystkim dużo energii.

Krem z żyworódki

Cześć
Dzisiaj absolutnie nietypowo o kremie z żyworódki i może ktoś, kto mnie zna się nie zdziwi. Ale inni?  Co facet po 40-tce piszący poradniki techniczne może wiedzieć o kremach i kosmetykach? Może o smarach to tak, ale kremy i to jeszcze naturalne?
Kochani ja jestem mężczyzna pracujący i żadnej pracy się nie wstydzę. A propos wczoraj murowałem wędzarnię w sobotę jadę zbierać śmieci do lasu, a dzisiaj sprzedaję w sklepie tarcze i jeszce piszę ten artykuł:)

Do rzeczy. Jakoś sie tak zdarzyło, że zasadziliśmy żyworodkę, taka niesamowita roślina wytwarzająca na brzegach liści małe sadzonki. Upadają one na ziemię i w ten sposób się rozmnaża. Trochę poczytałem o jej własnościach i postanowiłem spróbować zrobić sobie naturalny krem. Na jakimś mądrym forum wyczytałem o lekobazie to taka mieszanina używana do produkcji kremów. Kupiłem w aptece, coś 50zł  za pół kilo. Przygotowałem liście żyworódki i aloesu, wcześniej mocno podlałem rośliny, żeby miały tego soku w sobie.

Wydusiłem sok na naszej wyciskarce i dodałem tak na oko 40% do lekobazy. Nadzwyczaj szybko sie wymieszało i krem gotowy. Ma bardzo delikatny zapach i piękny jasnozielony kolor. Przechowuje w lodówce tak około 40dni. A lekobaza to już stoi chyba z pół roku i jak narzazie nic się z nią nie dzieje.

Pewnego razu krem leżał około 2-3 miesięcy i w owym czasie pojawiły się małe plamki chyba pleśni. Od tej pory do kremu dorzucam 2-3 krople srebra nanocząsteczkowego (około 250 ppm) i miedzi nanocząsteczkowej (nie pamiętam ile ma ppm-ów).
Miedź działa silnie grzybo i pleśniobójczo natomiast srebro przeciw bakteryjnie i wirusowo.
Jakie ma krem właściwości? Podejrzewam, że nie stanę się 20-to latkiem po jego używaniu, ale miło zrobić sobie coś samemu za niewielkie pieniądze.

Źródło strona http://wedlinydomowerafala.blogspot.com/

Pieczemy własny chleb

chleb-domowy-1Wypiekanie chleba w domu w żaden sposób nie jest trudne wystarczy tylko co nieco informacji i można sobie zafundować pyszne zdrowe chleby bez E- konserwantów, polepszaczy, ulepszaczy i innych toksycznych trucizn wsypywanych do chlebków, kupowanych w marketach. Domowy chleb zapełni dom zajebistym zapachem, będzie przez długi czas przydatny do jedzenia, ( aczkolwiek muszę uczciwie dodać, że jak upieczemy chleb to znika on w ciągu kilku dni, i żeby przetestować jak długo będzie świeży musiałem odkroić część i schować go).
Po pewnym okresie zaczęliśmy dodawać mąki słodowej, i chleb wychodził podobny tylko odrobinę mniej wyschnięty. Mąka słodowa powoduje rozbicie skrobi i taki chleb nie czerstwieje. Tylko należy dodawać malutko, ja dodaję 1/3 płaskiej łyżeczki na 1,5 kg ciasta, w innym przypadku chleb będzie jak glina. Jeżeli ktoś nie chce dodawać mąki słodowej lub nie ma możliwości kupienia, to wyborną alternatywą jest wykiełkowanie ziaren ( np. pszenicy czy fasoli) i dodanie zmiażdżonych kiełków, efekt analogiczny. Co do proporcji to trzeba eksperymentować, zacząć od 3-4 łyżek.
Domowy chleb można sporządzać, z czego się tylko chce:
Mąka orkiszowa, żytnia, pszenna, mąki jaglana z amarantusa, gryczana. Można dołączać orzechów, siemienia lnianego, sezamu, różnych pestek, ziół, co tylko chcemy. Można go zrobić na wodzie, kefirze, jogurcie. Takie chleby mogą powstać tylko i wyłącznie w naszych domowych mini piekarniach.
 Chleb można piec tradycyjnie: składniki do michy, wyrobić ciasto, potem do piekarnika trochę czasu to pochłania. A później sprzątanie zamiatanie podłogi, mycie garów itd. Jest też druga technika, do której byłem nastawiony sceptycznie, ale się przełamałem. Można nabyć maszynkę do pieczenia chleba ja kupiłem moulinex taki najbardziej wypasiony do bochenków max. 1,5kg. Ale dla mniej zasobnych portfeli to można kupić już od 150 zł całkiem zacną maszynę.
Cała filozofia wypieku to wsypanie składników w odpowiedniej kolejności do pojemnika i  wybranie odpowiedniego programu. W moim moulinesie używam tylko programów:
10 tka do pieczenia chleba pełnoziarnistego, i 16,15 do chleba na zakwasie.
Ważna sprawa to kolejność dodania składników, najpierw woda, sól, drożdże, ( jeżeli robimy od razu, jeżeli zostawiamy na np. rano to drożdże wsypać na mąkę), później mąka, ( jeżeli wrzucamy różne mąki to najpierw pszenne, orkiszowe później resztę, i ziarna).
Jakie stosować mąki? Najlepiej z całkowitego przemiału, czyli typ 1250-3000 dla pszennych i 1000-2000 dla żytnich. Typ oznacza ilość wagę minerałów pozostałych po spaleniu jednostki wagowej mąki, czyli im typ wyższy tym mąka mniej oczyszczona i bardziej wartościowa. Mąki z pełnego przemiału dają chleby mniej wyrośnięte w wyższym stopniu zbite. Ale tu komentarz trzeba lekko modyfikować przepisy stosując różnorakie mąki. I jeszcze uwaga mąka z pełnego przemiału to oznacza z zmielonych całych ziaren, a niepomieszana biała z otrębami.
Mąka żytnia wymaga więcej wody niż pszenna czy orkiszowa, ale nie daje takiej struktury, co pszenne i trzeba żytnie wypiekać w foremkach.
Mąki o wyższym typie potrzebują mniej wody niż te o niższym typie.
Mąka żytnia nie wyrośnie, jeżeli dorzucimy drożdży potrzebny zakwas (o tym później)
Mąka żytnia i np. amarantusowa nie ma glutenu i ciasto trudno się wyrabia, dlatego dobrze jest łączyć ją z orkiszem lub pszenicą.
Aby chleb wyrósł trzeba dodać spulchniaczy. W piekarniach przemysłowych dodaje się min chemicznych środków spulchniających. My tego nie będziemy robili wystarczą nam drożdże piekarnicze ( Ich wartość odżywczą opisałem TU) albo zakwas. Drożdże można kupić w sklepie spożywczym suszone i takie w kostkach. Ja stosuje te w kostkach, 0,80zł za kostkę i starcza na blisko 8 jedno kilogramowych bochenków. Trochę więcej napiszę o zakwasie:
    ZAKWAS chlebowy to nic innego jak dzikie drożdże i kultury bakterii kwasu mlekowego. Podobne jak w jogurtach, kiszonej kapuście, kefirze, mleku zsiadłym i ogórkach kiszonych. Dowolne ziarno żytnie jest obklejone takimi bakteriami starczy stworzyć im należyte warunki i gotowe. Taki zakwas dodany do ciasta chlebowego sprawi, że pojawią się w nim bąbelki gazu (wynik fermentacji) i to nam spulchni chleb. Jednak jest istotna sprawa, że o ile drożdże piekarnicze potrzebują 1-1,2h do spulchnienia chleba to zakwas potrzebuje 6-12h, czyli trzeba dłużej czekać. Im zakwas starszy to ciasto kwaśniejsze, większa skład kwasu octowego, a mniejsza kwasu masłowego(który nadaje przyjemny smak). Z tego względu my nie trzymamy chleba dłużej jak 6-8 godzin do wyrośnięcia.
Teraz jak uczynić czarodziejski zakwas, jest to dziecinnie proste. Do garnka albo słoika wlewamy wody źródlanej niegazowanej 1 jednostka i mąki żytniej 1 jednostka (około 1/4 objętości słoika) mieszamy koniecznie zakrywamy i odstawiamy na 24h. Ja kładę go na kaloryferze, ale UWAGA! Nie wolno ogrzać do temp wyższej niż 40 stopni, więc dobrze jest skręcić grzejnik żeby był letni. Czekamy jeden dzień następnie dodajemy znowu to samo woda i mąka, i znowu czekamy jeden dzień i zakwas gotowy. Na początku będzie słaby, ale z czasem nabierze mocy. Zakwas jest gotowy do użycia, ale pamiętajmy żeby nie dołączać do ciasta wszystkiego! Część musi zostać na kolejny wypiek, tą pozostałą część uzupełniamy wodą i mąką i pozostawiamy na 4 h w cieple a potem wkładamy do lodówki. Zakwasy w różnych częściach świata wychodzą inne to tak trochę jak z szczepami drożdży na wino. W krajach śródziemnomorskich to ponoć robią zakwas z mąki mieszanej. Ja mam zakwas żytni, na razie działa. Ten nasz zakwas ma już około 2 lat i jest optymalny, proszę się nie zrażać, jeżeli od razu nie będzie wam coś wychodziło lub zakwas będzie niestabilny. Dobry zakwas osiąga się po dłuższym czasie, zawiera on wtedy drobnoustroje z różnych części polski i z różnych okresów, dlatego piszę, że jest optymalny.
A więc trochę przepisów, wszystkie przepisy wyliczam na wagę około 1kg lub 1,5kg (ważne żeby wszystko ważyć i zapisywać z czasem się dojdzie do wprawy).

Pierwszy przepis jest schematyczny, takie proporcje powodują, że prawie zawsze wychodzi: zakwas wrzucamy ile się chce, ale musi być gęstości ciasta, na 550 ml wody dorzucamy około 850 gram mieszanin mąki. To jest taki model baza, na jej podstawie robimy chleby.

Graham z słonecznikiem - przykładowy

  • Woda 500ml
  • sól 2,5 łyżeczki (sól himalajska, morska albo kamienna)
  • garść słonecznika
  • mąka orkiszowa typ 3000 680g
  • mąka pszenna typ 650 200 g
  • drożdże jedna łyżeczka (nie dawać za dużo, bo ciasto po pewnym czasie klapnie)
  • można dodać kminku mielonego około pół łyżeczki


Wszystko do maszyny ustawiam na 10ty program i za 3,22 godziny chlebek ukończony.


Regularnie się zdarza że pozostają nam z obiadu kartofle wrzucamy je w takim razie do chleba, około dwóch sztuk na bochenek 1,5kg, trzeba jedynie prawidłowo odjąć ciasta i ociupinko powiększyć dodatek mąki.

Chleb z gotowaną kaszą, soczewicą, bobem czy ciecierzycą, podobnie jak poprzedni przepis, chleby wychodzą wtedy wilgotne i wybitnie aromatyczne.
Życzę smacznego i jak by były jakieś pytania to ochoczo odpowiem.

Sok z Aronii

Witam
Jesień to taki czas gdzie mamy bardzo mało czasu. A to za sprawą naszych chłopaków, którzy rozpoczynają kolejny rok szkolny.
Jednak zawsze znajdujemy czas, aby zrobić tych kilkadziesiąt litrów soku. Zacznę od aronii. Nie będę opisywał samego krzaku i właściwości zdrowotnych owoców aronii, o tym można sobie przeczytać w mądrych artykułach.
Sok z Aronii
Owoce zrywamy na początku września, jeżeli jest suche lato to można zerwać pod koniec sierpnia. My zrywamy jak pojawiają się pierwsze obeschłe owoce, to jest objaw, że trzeba przystąpić do zbioru. Po zerwaniu oczywiście płuczemy wszystko kilka razy i wrzucamy do garnka. Wlewamy wodę tak, aby nieco pokryła owoce i gotujemy. Samo gotowanie nie powinno trwać dłużej niż paręnaście minut. Nadal gorące owoce wyciskamy na prasie śrubowej.

Taka prasa pozwala uzyskać sok niezapowietrzony i jest nad wyraz efektywna. To, co pozostaje po wyciśnięciu to placki nieco wilgotnych owoców.
Wyciśnięty sok mieszamy z cukrem, buraczanym w stosunku 1 litr soku - 1 kg cukru. Taką proporcję stosujemy od lat do różnych soków i nigdy się nie popsuły. Jeżeli chcemy sok wykorzystać powiedzmy w ciągu 2-3 tygodni to można dodać mniej cukru. Wtedy trzeba go przechowywać w chłodnym miejscu, żeby nie fermentował.
Po dodaniu cukru przelewamy do słoików lub butelek i pasteryzujemy dwadzieścia minut. Tak zrobiony sok powinno się przechowywać w ciemnym pomieszczeniu.

Copyright © 2011 Camelian Homes! All right Reserve!
Design by : Dom Techniczny!
 
Template By