Polityka prywatności i pliki cookie

Poukładane w warsztacie Regały Magazynowe

Cześć.
Wprowadziliśmy do naszej oferty regały warsztatowe - metalowe z półkami o znaczącej nośności i niedużej cenie. Prężnie rozwijająca się polska firma Metalkas, nabyła linię do produkcji regałów warsztatowych. Jak produkuje się regały, można zobaczyć na filmiku na naszym kanale.
Firma wytwarza obszerną gamę regałów metalowych. Zostały one wyprodukowane i przeznaczone do pomieszczeń jako:

Regały do piwnicy, garażu na narzędzia i akcesoria, wkręty, słoiki, wkrętarki itp.
Regały archiwalne: na dokumenty i segregatory.
Regały magazynowe i warsztatowe.
Regały sklepowe.

Zanim zdecydują się Państwo na kupno regału metalowego, wskazane jest zastanowić się nad przypuszczalną nośnością i określić jego zastosowanie. Zalecamy zawsze ponadmiarowe zdefiniowanie wielkości obciążenia, pozwoli to w przyszłości na szerokie zastosowanie regału.
Firma wytwarza regały w przedziałach nośności: od 40 kg do nawet 600 kg. Różnych szerokościach i wysokościach. W naszym sklepie postanowiliśmy się na optymalizację wyboru. Biorąc pod uwagę cenę i logistykę, a także możliwość w przyszłości poszerzenia systemy składowania, wprowadzamy na stan model o jednej wysokości i szerokości, z nośnością 220 kg na półkę.
Pozwoli to na dowolną konfigurację regałów i zamianę półek bez konieczności przycinania lub dorabiania.

Regały mają nowatorski sposób montażu. Nasze regały posiadają moduły wciskane lub skręcane śrubami.

Warto wiedzieć, że regały, których udźwig na półę wynosi od 40 kg do 90 kg są skonstruowane w oparciu o półki metalowe, z kolei regały, których udźwig plasuje się w przedziale 90 kg – 600 kg wyposażone są wyłącznie w półki ze specjalnej płyty. Co więcej warto wiedzię, że do malowania regałów stosujemy ekologiczną farbę proszkową, co więcej do malowania niektórych produkowanych przez naszą firmę regałów stosujemy białą farbę posiadającą atest PZH pozwalający na przechowywanie żywności.

Do wszystkich regałów dokładamy instrukcję obsługi z wzmianką, że wszystkie regały należy po zmontowaniu przymocować do ściany. Jest to bezwarunkowy wymóg, wystarczy 2 lub 4 kołki rozporowe o wielkości 10 mm i będziemy mieli pewność, że regał po obciążeniu nie przewróci się. Pamiętajmy bezpieczeństwo ponad wszystko.
Zapraszamy Tanie regały warsztatowe Dom Techniczny Wieluń. https://domtechniczny24.pl/rega%C5%82y-warsztatowe.html

Filtr osmozy odwróconej

    Technika filtrowania wody techniką odwróconej osmozy.


Weną do napisania tego artykułu jest obserwacja ludzi w marketach kupujących w dużych ilościach tanią wodę w butelkach. Czemu to robią? - bo potrzebują mieć czystą wodę do picia, gotowania itd. Nie wiem czy wiedzą, ale ta woda nie pochodzi z ujęć głębinowych, tylko jest to kranówa oczyszczona przemysłowymi filtrami odwróconej osmozy i uzdatniona. Taką samą wodę można sobie zrobić samemu kupując domowy zestaw np. RO6. Jeszcze kilka lat temu takie filtry kosztowały ponad 600 zł. Dziś ze względu na rozpowszechnienie technologii cena spadła o prawie połowę. Tak samo filtry wymienne i membrany OS są już znacznie tańsze. Czyli amortyzacja i wymiana filtrów nie obciąży tak naszej kieszeni.
Wracając do tematu napiszę, czym jest proces odwróconej osmozy.
Żeby zrozumieć, czym ona jest trzeba cofnąć się do szkoły, a konkretnie na lekcję biologii i przerobić jeszcze raz proces osmozy naturalnej.


    Polega ona na samorzutnym przesiąkaniu rozpuszczalnika przez błonę półprzepuszczalną w kierunku roztworu o większym stężeniu (w przypadku, gdy układ tworzą roztwór i rozpuszczalnik lub dwa roztwory o różnym stężeniu). Ciśnienie zewnętrzne równoważące przepływ osmotyczny zwane jest ciśnieniem osmotycznym charakterystycznym dla danego roztworu. Jeśli po stronie roztworu o większym stężeniu wytworzy się ciśnienie hydrostatyczne, wyższe niż osmotyczne, rozpuszczalnik będzie przenikał z roztworu bardziej stężonego do rozcieńczonego, a więc odwrotnie niż w przypadku osmozy naturalnej. Taki proces nazywamy odwrócona osmozą (z ang. reverse osmosis). Jaka z tego korzyść? Ze względu na rosnące skażenie środowiska, w tym wody i jej ujęć mamy możliwość pozyskana wody pozbawionej zanieczyszczeń, lub znacznego ograniczenia zanieczyszczenia tej wody.
Membrana RO skutecznie ( 90-99%) usuwa min: metale ciężkie, wirusy, rtęć, ołów, kadm, stront, cyjanki, chlorki, bromki, arsen i inne. Dzieje się tak ponieważ membrana ma mikro pory o średnicy znacznie mniejszej niż wyżej wymienione cząsteczki.


   Skuteczne pozyskiwanie wody to proces kilkuetapowy. Najbardziej rozpowszechniony jest sześciostopniowy system RO6.
Pierwszy etap filtrowania to zgrubne dwa filtry sznurkowe 25 i 10 mikronów, oraz filtr węglowy.
Koleby etap to membrana odwróconej osmozy. Jest ich kilka rodzajów w praktyce najczęściej używa się tą z numerem 75. Ma ona wydajność na poziomie 75 galonów, inaczej to 280 litrów na dobę. Tu sie trochę zatrzymam. Woda po przejściu przez membranę RO jest niejako całkowicie pozbawiona minerałów a picie samej takiej wody nie jest korzystne dla naszych organizmów. Na dowód przytoczę historię pewnej osoby, która przetestowała to niejako na sobie. Wybierając się na całodniowe wycieczki rowerowe piła wodę butelkowaną o zawartości minerałów 150-300 mg/litr. Czyli taką Po RO i szybkim mineralizatorze. Osoba ta zaobserwowała, że pod koniec kilkugodzinnej jazdy miała częste skurcze. Było to efektem braku magnezu w organizmie. Kiedy przestawiła się na wodę źródlaną o wysokiej zawartości minerałów około 1500-1700 mg/litr problem zniknął. Wniosek z tego taki, że nie powinno sie pić wody bezpośrednio z RO i na takiej wodzie bazować. Oczywiście jedna szklanka nikogo nie zabije.
Żeby była jasność chodzi mi o picie czystej wody z RO. Jeżeli taką wodę użyjemy do zaparzenia np. ziół to wzbogacimy ją o gigantyczną ilość wartościowych składników, lub jak do tej wody wciśniemy odrobinę soku z cytryny. Problem ten po części rozwiązuje mineralizator.
Jest to kolejny element systemu. Jest on wypełniony dolomitem i ma za zadanie podnieść poziom wapnia i magnezu w wodzie.
Ciężko jest dokładnie napisać, jaki stopień zmineralizowania daje ten wkład, ale jest to w granicy 50-250 mg/litr. Ważne jest, aby mineralizator był ułożony w pionie.

Oto tabelka opisująca poziom zmineralizowania wody:

    Klasyfikacja wód opakowanych wg stopnia mineralizacji (ogólnej zawartości składników rozpuszczonych)
Bardzo niskozmineralizowane: < 50 mg/l
niskozmineralizowane: > 50 –500 mg/l
średniozmineralizowane: > 500 –1500 mg/l
wysokozmineralizowane: > 1500 mg/l

    Jak widać woda z RO po mineralizatorze klasuje się w dolnej lub w środkowej granicy wód niskozmineralizowanych.
Jednym z dobrych rozwiązań powodujących że woda będzie mocniej zmineralizowana jest zamontowanie mineralizatora w pozycji pionowej. Wiem, że konstrukcja RO6tego nie przewiduje, jednak Pmyślmy:
Mineralizator to tuba z dolomitem, po jakimś czasie dolomit sie wypłucze i pozostanie na dnie. Natomiast na górze zrobi sie wolna przestrzeń i woda będzie przepływać nad dolomitem. Mineralizator w orientacji pionowej zagwarantuje przepływ wody przez dolomit, aż do jego zupełnego wypłukania.

 

   

    Ostatnim elementem jest zbiornik buforowy. Podczas jego używania trzeba pamiętać, aby raz na 2-3 lata poddać układ i ten zbiornik dezynfekcji. Ja robię to w ten sposób, że wysuwam zużyte filtry odwróconej osmozy i membranę, łącze w układ zamkniety węże, do zbiornika pierwszego kielicha dodaje chloru do dezynfekcji basenów ( wystarczy 1/10 tabletki}. Jak chlor w kielichu sie rozpuści to powoli odkręcam wodę do zupełnego napełnienia zbiornika. Czekam 1-2 godziny i wylewam wodę. Potem znowu wypełniam wodą i tak do momentu, aż z kranika będzie lecieć woda bez zapachu chloru. Niekiedy trzeba płukanie zrobić 5-6 razy.
Do zdezynfekowanego układu instaluję filtry, nowa osmozę i nowe filtry liniowe i gotowe.

   Nie ma, co panikować, na pewno woda z RO zapobiegnie kamienicy nerkowej, herbata, kawa, kompot czy zupa smakuje wyśmienicie. Najistotniejsze, że woda jest pozbawiona metali ciężkich a co one robią z organizmem człowieka nie musze pisać. Tak jak z każdą ciekawostką techniczną należy cos poczytać, czasami pokombinować i można z niej korzystać bez obaw.


Pozdrawiam

Myjki ciśnieniowe hobby i profesionalne

Jak dobrać myjkę ciśnieniową.
       Myjki ciśnieniowe pozwalają na sprawne czyszczenie różnego rodzaju powierzchni. Siłą sprawczą jest tutaj woda wydostająca się z lancy pod wysokim ciśnieniem. 100-160 Bar. Takie ciśnienie wody skutecznie usuwa wszelkiego rodzaju zabrudzenia przylegające do powierzchni. Należy pamiętać, że podłoże powinno być zwarte i wytrzymałe, aby nie okazało się, że zostanie ono naruszone w czasie mycia. Warto, wobec tego zanim zaczniemy sprawdzić na niewidocznej powierzchni siłę strumienia, i wyznaczyć bezpieczną odległość powierzchni mytej od lancy.
Wybierając myjkę ciśnieniową należy przede wszystkim zastanowić się, do czego będziemy ją używać.

   Producenci myjek podzielili swoje produkty na:
Myjki typu hobby – mycie od czasu do czasu. 100-120 Bar Nilfisk  C 110.4

myjka ciśnieniowa nilfisk 110Myjki hobby - mycie regularne. 120-130 Bar Nilfisk 130.3

myjka nilfisk 130 z osprzętem

Myjki półprofesjonalne – częste mycie i czyszczenie. 130-140Bar Nilfisk 160.2

półprofesjonalna myjka wysokociśnieniowa nilfisk 160Myjki profesjonalne - codzienne wielogodzinne mycie i czyszczenie. 150-200 Bar


     Myjki typu hobby mają przeważnie nieduże rozmiary, są lekkie i poręczne. Ułatwia to ich przechowywanie. Pracują na ogół z ciśnieniem od 100 do 130 bar i wydajnością nieprzekraczającą 350 litrów na minutę. Myjki te są zaprojektowane do pracy okazyjnej lub codziennej, ale o krótkich interwałach czasowych nieprzekraczających 10-20 minut. Poprawne mycie takim sprzętem powinno wyglądać tak: w przypadku czasu pracy S3 30%-30 min. Myjemy nieprzerwanie przez okres 10 minut, po czym robimy przerwę 20 minut i powtarzamy dziennie 2-3 cykle takiej pracy. Gwarantuje to nam, że sprzęt nie będzie się przegrzewać, a przez to będzie długo służyć.


       W przypadku myjek ciśnieniowych profesjonalnych lub półprofesjonalnych czas pracy i częstotliwość znacznie jest wydłużona. Maszyny te mogą teoretycznie wykonywać pracę codziennie po klika godzin. Myjki ciśnieniowe profesjonalne pracują z reguły z ciśnieniem od 150-200 Bar ( przemysłowe do 250 bar) i wydajnościami od 600 do 1000 litrów na godzinę. Mogą pracować, jako urządzenia zimnowodne i ciepłowodne. Te ostatnie są agregatami z wbudowanymi podgrzewaczami wody, zaprojektowanymi do pracy przemysłowej i oczyszczania dużych powierzchni, wyjątkowo efektywnie dają sobie radę z zabrudzeniami trudno rozpuszczalnymi w wodzie (tłuszcze, oleje, woski).
      W opisach tych urządzeń pojawia się jeszcze jeden parametr: moc czyszczenia w kg/siłę. Jest to dosyć trudny do przedstawienia parametr bo inaczej będzie zachowywał się kilogram zanieczyszczenia w postaci błota a inaczej w postaci starego zjełczałego tłuszczu lub kilogram asfaltu. Aczkolwiek taki atrybut podaje nam przybliżoną wydajność czyszczącą myjki. I tak np. myjka ciśnieniowa Posejdon 5-41 Nilfisk ma moc czyszczenia 4 kg, przy przepływie wody 800 litrów na minutę i ciśnieniu 180 bar.
Myjki mogą występować, jako narzędzia elektryczne kompaktowe, mobilne, stacjonarne i myjki z napędem spalinowym.
Następnym ważnym wyznacznikiem szczególnie w tańszych myjkach jest typ głowicy pompy , a dokładnie materiału, z której jest wykonana.

   Mamy tutaj trzy rodzaje materiałów:
Tworzywo – w najtańszych myjkach typu hobby. Jedyna zaleta to cena.
Aluminium - myjki renomowanych firm typu hobby. Dobre parametry pracy, wystarczająca żywotność i cena.
Mosiężne – profesjonalne i przemysłowe. Najwyższa jakość i długa żywotność.


       Innym ważnym parametrem jest opcja regulacji ciśnienia. Pierwsza nasza myśl to pytanie po co? Wszak z całego powyższego tekstu wypływa myśl, że im wyższe tym lepsze. A no niekoniecznie, jeżeli mamy do wykonania wiele nietypowych prac np. mycie wielu małych silników, gdzie jest pełno niedużych, czułych modułów, albo czyszczenie korpusów detali z uszczelnieniami gdzie zastosowanie wysokiego ciśnienia mogłoby je uszkodzić, to celowym jest zastosowanie myjki z regulacją ciśnienia.
Na koniec warto dowiedzieć się, jakie dana myjka ma wyposażenie podstawowe i czy jest dostępne wyposażenie dodatkowe. Do wyboru powinny być:
       Rozmaitego rodzaju dysze i lance. Najczęściej spotykane to dysze rotacyjne typu turbo, dysze punktowe z możliwością rozproszenia strumienia, dysze płaskie.

szczotka do myjki

Szczotki do mycia kostki i innych powierzchni.
Pojemniki na detergenty, chemiczne środki czyszczące przystosowane do pracy z myjkami.
       Ceny najtańszych markowych myjek ciśnieniowych zaczynają się od 340-360 zł. Za te pieniądze można kupić przyzwoitą myjkę do pracy raz na jakiś czas - nilfisk 110.4 , nie powala parametrami, ale da się nią pracować. Za sprzęt lepszy do roboty typu regularne mycie w krótkich odstępach czasu trzeba wydać już w granicach 600-800zł. Myjki półprofesjonalne nadające się do gospodarstw rolnych, małych firm budowlanych, serwisów i warsztatów pracy,to wydatek w granicach 1500-2000 zł. Myjki powyżej 2000 zł to myjki profesjonalne do pracy ciągłej, za myjki przemysłowe trzeba zapłacić od kilku do kilkunastu tysięcy.

Zapraszamy do Sklep Dom Techniczny Wieluń

O sadpalu technicznie

Cześć, główny artykuł o Sadpalu napisałem parę lat temu, aktualnie postaram się rozwinąć zagadnienie.
Lato się kończy i wielu z nas rozpoczyna myśleć o przyszłych chłodach. Ci którzy mają mieszkania ogrzewane gazem, olejem lub są podłączeni do sieci ciepłowniczej nie mają problemu. Lecz ze względu na nadal wysokie koszty takiego komfortowego ogrzewania spora część społeczeństwa nadal opala własne domy w tradycyjny sposób: węgiel, miał czy drewno, pelety.

W sezonie jesiennym palimy okresowo i do tego celu większa część z nas stosuje drewno. Niby fajna sprawa ale po kilku dobach palenia na ściankach jest masę sadzy i trzeba często czyścić skrobać itd. Dzieje się tak ponieważ drewno jest wilgotne i w trakcie spalania wytwarza się mnóstwo związków smolistych, sadzy, i żywic. Wszelkie te związki niesłychanie łatwo osiadają na ściankach pieca, a ponieważ jest w dynie dużo pary wodnej to dołączają do tego kwasy i w efekcie w dużym stopniu gorsze spalanie. Na marginesie dodam, że opisany poniżej Sadpal jest w dużej części uzdrowić tą sytuację.

Gorsze spalanie jest spowodowane tym, że znaczna część energii musi być zużyta na osuszenie drewna, natomiast powstała para wodna obniża na domiar tego temperaturę spalania i w efekcie mamy to co opisałem poprzednio. Czemu więc stosujemy drewno. Pierwsza sprawa to cena, wielu z nas pali drewnem z odzysku, część kupuje tanie drewno z odzysku: palety, stare budowy czy rozbiórki. Druga to, że drewno jest paliwem odnawialnym (w odróżnieniu od węgla), jeżeli w Polsce od lat nie zmienia się obszar zalesienia przy jednoczesnym spalaniu drewna to znaczy, że jest to paliwo nie powodujące wzrostu CO2 w środowisku. Kolejna sprawa to popiół, ja swój wysypuję na ogródek jest świetnym nawozem, lecz popiół z węgla już nie.
Teraz nieco technicznie o Sadpalu, który jest doskonałym katalizatorem spalania sady.

Sadpal to mieszanina soli nieorganicznych, które w temperaturze powyżej 340 o C działa jako katalizator – dopala sadze, tlenk węgla, koksiku. Komponenty „Sadpalu” i „Sadpalu II” zaczynają być aktywne od 340 – 650 o C i powyżej tych temperatur realizując dopalanie sadzy w płomieniu, jak i spalanie sadzy w złogach żużlowych, na ściankach pieca. Związki, które uwalniają się z „Sadpalu” w temp. 340 – 650 o C nie zostały stwierdzone w czasie badań w spalinach wychodzących bezpośrednio z komina, jak i na wysokości czopucha. Świadczy to, że w pełni wchodzą w reakcję ze spalinami w okolicy płomienia – komory spalania. Część składników wchodzi w reakcję bieżącą spalin, jdruga porcja jest związana przez podłoże wchodząc w skład żużlu. Pozostała ilość składników jest związana przez osady na ściankach komory spalania i płomiennikach – tu dopala się sadza a wraz z nią benzopiren. Penetruje i spulchnia złogi doprowadzając do oczyszczenia ścianek komory i płomienników.

Katalizator co najważniejsze, nie sprawia korozji stalowych elementów pieca – kotła, a wręcz wydłuża żywotność wskazanych elementów poprzez oczyszczenie powierzchni. Pod złogami występuje korozja niskotemperaturowa bardzo agresywna, brak złogów to brak korozji niskotemperaturowej. Ten wniosek wytwórczy Sadpalu mogę potwierdzić sam, bo przez lata dodaję Sadpal i nie zauważułem żadnych oznak korozji wewnątrz pieca.

Stosowanie „Sadpalu” zmniejsza zużycie paliwa o 15 – 20% na skutek całkowitego lub prawie całkowitego spalania węgla, drewna, sadzy, tlenku węgla, koksiku oraz poprawy wskaźnika przepływu ciepła poprzez czyste ścianki komory spalania. O tyle zmniejsza się emisja różnych szkodliwych związków powstających w wyniku spalania. W obecności Sadpalu całkowicie dopalają się WWA typu 3,4 benzopirenu – czynnik rakotwórczy.

Otwory w młynku do ziół

Witam
Gawęda zaczyna się, gdy to zakupiłem kapsułki Pau-drako, bo mój mały był chory i chciałem czegoś opcjonalnego do antybiotyku. A tego świństwa nie chciałem dawać, nie dość, że drogie to jeszcze niszczy wszystko, co znajdzie na swojej drodze. Uważam, że antybiotyki winne być aplikowane do poważnych chorób a nie tak na dzień dobry, na mały katarek albo czerwone gardło. Ale to kwestia do oddzielnych rozważań.


      W sklepie zielarskim nabyłem pudełko z kapsułkami, bardzo drogie, kapsułek było chyba 60 i prędko się skończyły toteż poszedłem kupić nowe, ale coś mnie tknęło i przeczytałem skład na etykiecie. Na początku pisało ekstrakt z zarąbiście wyselekcjonowanych odmian… na końcu drobnym drukiem - (zmielona kora PAU drako), inaczej nie żaden ex-trakt tylko zmielona......Tak jest w większości wypadków, w związku z tym trzeba mieć swój rozum i przez cały czas poszukiwać.

       Zdecydowałem kupić młynek i korę PAU-drako luzem (pare razy tańszą od kapsułek) i sam mielić. Tak robię od pewnego czasu z innymi ziołami. Ale o tym później. Kupiłem młynek Boscha, ale średnio mielił, więc przeszlifowałem noże moim Dremelem 3000, najlepiej szło czerwonym kamieniem. Problem pojawił się jak mieliłem następną partię, tak się sprzęt nagrzał, że zaczął śmierdzieć. Na nieszczęście Bosch i inni producenci nie projektują prześwitów wentylacyjnych, nie mówiąc juz o wentylatorkach. Zdecydowałem więc zadziałać, odkręciłem pokrywę i wywierciłem kilkanaście otworów wentylacyjnych. Super się tu przydała wkrętarka Boscha GSR 10,8V-LI-2+LB, i wiertło wielostopniowe.
Młynek w ten sposób przerobiony mieli trochę lepiej, nie grzeje się tak błyskawicznie ale szału nie ma. Wydaje mi się, że za małą moc i za duże ostrza.


       Co do kompozycyj ziołowych to mam kilka. Podstawowa to mieszanka odpornościowa: Koci pazur, kora lapacho, jeżówka purpurowa, fiołek trójbarwny (mnóstwo rutyny), mięta do smaku, suszone owoce i kwiaty czarnego bzu. To wszystko mieszam drobię w młynku i dodaję witaminę C. Stosuję tak: jedna płaska łyżeczka do kubka, zalać gorącą wodą 15% objętości szklanki, jak wystygnie dodaję witaminę c, sok z aroni, pigwy i bzu czarnego (zależy, co tam mam). Wypełniam wodą i gotowe, wypijam bez przecedzania, fusy nie pogryzą. Inne to żółciopędna i wzmacniająca wątrobę, oczyszczająca. Co drugi dzień piję dodatkowo szejka zrobionego z świeżo zmielonych ziaren siemienia lnianego, wiesiołka i ostropestu, plus witamina C.

       Pamiętajcie, że nie powinno się składować za długo zmielonych ziaren czy ziół, bowiem olejki eteryczne parują, oleje nienasycone jełczeją i generalnie utlenia się to co może być wartościowe.
Pa pa.

Drzwi zewnętrzne po ocieplaniu

Witam
       Prędzej czy później każdego złapie remont. Człek już tak ma, że nie może istnieć nieustająco w tym samym otoczeniu, uwielbiamy przemiany. Da się odmienić barwę ścian, niekiedy wystarczy nawet przesunąć meble lub zawiesić coś na ścianie. Może to być souvenir z wczasów, dowolny malowidło albo gadżet. Czasem należy coś wymienić, bo się zepsuło, albo fatalnie działa. No tak było u mnie z drzwiami, zaczęło się od tego, że ocieplaliśmy budynek wolnostojący i przedsiębiorstwo, która nam to wykonywała myła budynek z zewnątrz myjką, bo mieliśmy pomalowane wszystko wapnem i podłoże nie było spójne. Tak się chłopaki przyłożyli do roboty, że myjąc ściany polecieli także drzwi wejściowe i futryny. A toć ta woda zapiernicza z ciśnieniem 100 atmosfer, albo lepiej. I ta woda powciskała się między drzwi i futrynę, zalała podłogę.

      O ile wodę naokoło drzwi wejściowych da się wytrzeć ścierą to tą, która weszła między futrynę i mur i tą, która została wtłoczona w drzwi gorzej. Na konsekwencja nie trzeba było długo oczekiwać. Po kilku dniach zauważyłem, że klamka do drzwi ciężko chodzi i drzwi ocierają o kant zaczepu. Ciężko było przekręcić klucz w wkładce. Musiałem dociskać klamkę i wtedy dało radę.


        Po jakimś czasie wszystko zaczęło wracać do normy, tylko pojawiła się dziura pomiędzy zawiasami i futryną. Nieco przypiłowałem pilnikiem tą blaszkę gdzie wchodzi zaczep zamka, jak się przekręca wkładkę i jakoś tam było. Kłopot zaczął się zimą, jak padał śnieg i silnie wiało to w jednym miejscu wpadało nam do wnętrza. Nie pomogły uszczelki, bo jak uszczelniłem od strony zawiasów to mi się drzwi nie chciały zamykać, a jak zamknąłem na siłę to się pojawiła szpara od strony zamka. Czyli kicha, futryna pogięta, drzwi zwichrowane, wypada wymienić. Z pewnością nie w zimie, ale na wiosnę. I tak się przymierzaliśmy do drewnianych, aluminiowych.

        Wybór padł, na aluminiowe, bo się nie powyginają jak je zaleje. Wyłączną wadą jest to, że nie ma tak obszernego wyboru klamek jak w przypadku drzwi drewnianych, zaledwie wkładki są takie same, no, ale coś za coś. Jeżeli już mowa o wkładkach to zaleca się przy doborze pomierzyć sobie odległości od środka drzwi do brzegu szyldów. W wypadku drzwi aluminiowych zewnętrznych nie ma wkładek standardowych, rozmiary są różne. My wybraliśmy wkładkę z jednej strony gałka od wewnątrz a z drugiej standardowo klucz. Jak co to można szybko zamknąć od wewnątrz na gałkę a nie bawić się kluczem.

Nowe noże tasaki

tasak do kuchni      No tak coś mię tknęło w ostatnim czasie i kupiłem chińskie tasaki kuchenne. Prawdopodobnie z tego powodu, że ostatnimi czasy zimowymi wieczorami oglądam z żoną programy o gotowaniu. I wszędzie widzę, że kucharze mają różnorakie noże zależnie od zastosowania. Myślę to jest kwestia specjalizacji, do szatkowania warzyw i do obierania dwa różne, do filetowania mięsa inny, do krojenia też inny i tak dalej. To samo jest z garnkami, ale do tego jeszcze nie doszedłem. Na razie noże. Na pierwszy ogień poszły tasaki do szatkowania. Na początku nie miałem zrozumienia jak to jest, jakkolwiek problematyką nożową się cokolwiek interesowałem, ale niewątpliwie nawyki familijne opornie jest przełamać. Tu się narodziłeś i tu musisz umrzeć, albo takim nożem mama kroiła ty też takim samym musisz.


       Jednak nie do końca, Sieć otwiera oczy, raz na rzetelne sprawy raz na gorsze. Sprawa wyboru.
Powracam do tematu, tasak, i od razu spostrzegam niskiego chińczyka jak zgrabnie obiera i szatkuje warzywa na woka, poszedłem do sklepu w mojej miejscowości, ale tu nie mieli nic, nawet za przysłowiowe 4 złote. Pozostaje Net, sekundę googlowania i odszukałem atrakcyjną linię tanich, ale z rzekomo dobrej stali, to jeszcze informacje na forum knivesów i wszystko jasne. Tam każdy nóż jest chyba przedstawiony. Recenzje były takie, że na początek za 50 – 60 złociszy to starczy. Zamówiłem dwa, pierwszy to taki normalny tasak, z lekko zaokrąglonym czubkiem na końcu, a drugi to zwyczajowy taki jakby szefa kuchni, w opisie było, że do suszi, paczka przyszła szybko.


       Po otwarciu pierwsza kwestia to zaolejowałem rączki, bo były z takiego nadzwyczaj chłonnego drewna, nie wiem może bambusa. Noże miały ostrza, sory mają niezmiernie cienkie wydawało mi się, że za wąskie. Szlif wklęsły na wielkości 12 mm, zaostrzone prawidłowo. Na pierwszy rzut poszedł tasak. Miałem akurat do pokrojenia ananasa, to go umyłem i ścinam górne zielone pióropusze, takie jak miał król Julian, He. I tu szok, tasak wlazł jak w masło, dawniej obcinałem fiskarsem, nożem szefa kuchni, jest on co najmniej o 50 procent szerszy od chińskiego tasaka. Może, dlatego ciął ciężej. Ja wiem, że jeszcze wchodzi kwestia ostrzenia, ale sory ja tak ostrze noże, to muszę w domu ogłaszać, które są dopiero co naostrzone. Jak przed świętami naostrzyłem i zapomniałem powiedzieć, to żona z najstarszym synem miała po godzinie pocięte paluchy. Wracam do tematu, tasaczek skutecznie poradził sobie z skórą ananasa i równie szybko pojechał go na plasterki. Jak dla mnie sensacja. Tym drugim nie miałem okazji pracować, ale żona robiła sałatkę i poprosiłem o opinię. Powiedziała, że kroi się super, jedynie rączka jest tak jak by z surowego drzewa. Będę musiał przejechać papierem i woskiem, ale to później.


Generalnie recenzja na 5 z plusem. Zrobię tylko niewielką korektę, albowiem noże mają hiden tang i nie jest chroniony żadnym pinem, to umieszczę z dwa mosiężne, i zrobię na końcu otwór do powieszenia, bo u mnie noże wiszą na ścianie, na listwie magnetycznej.

Pompa do stawu

pompa o dużej wydajności do wodyHejka
       Takiego kolosa to jeszcze nie widziałem. Pompa zatapialna WQ 100-3,5-2,2 do przepompowania wody między stawami rybnymi, lub do napełniania stawów rybnych. Efektywność to optymalnie 2250 litrów na minutę, przy niesporym zanurzeniu. Wypada dodać, że ta pompa to nie daje ciśnienia i unosi wodę maksymalnie na 5 metrów w górę. Ale jak należy wypełnić zbiornik albo wypompować wodę, na przykład z stawu strażackiego to w 60minut przepompuje 135 kubików.

       Należy mieć wąż o przekroju wewnętrznym 125mm, czyli sporym, ale jedynie taki przekrój gwarantuje wykorzystanie takiej przepustowości. Jak użyjemy mniejszą średnicę to będzie ograniczać i efektywność wydatnie zmaleje. Pompa ma przykręcany króciec z podkładką i śrubami nierdzewnymi. Przewód czterożyłowy nieoprawiony, linki o przekroju 1,5mm. Korpus odlany jest z żeliwa i pompa jest niesłychanie ciężka, ale żeliwo nie ulega korozji, stąd będzie trwała. Masa to około 52 kilogramy w opakowaniu a sama pompa z króćcem chyba około 48 kg.

Katalizator sadpal do pieca

sadpal do piecaDzień dobry
Okres grzewczy już się zaczął, co prawda jaranie w piecu nie jest moim ulubionym zajęciem, no, ale jak trzeba to się robi. I tak rutynowy zwyczaj: wstawać wcześniej wcześnie rano, założyć się w ubrania robocze, maska przeciw pyłowa albo prawidłowiej przeciw gazowa na twarz, rękawice na dłonie i do kotłowni. Usunąć popiół, oczyszczać piec, co jakiś czas posprzątać górny szyber do tego celu są szczotki kominiarskie, generalnie masakra. A jeszcze ten potworny, czarny, smolny osad na wewnętrznych ściankach pieca. To mnie doprowadzało do szału. Miał bez wątpienia jak sie pali winien być wilgotny w czasie spalania wydziela się cała masa związków sadza, smoła i takie tam inne i oblepia palenisko od wewnątrz, smoła może być bardziej lepka a czasami mniej, ale zawsze mam problem z usunięciem tego paskudztwa, które obklejając wewnętrzne ścianki w dużym stopniu redukowało sprawność pieca.
Wolno stwierdzić, że smoła działa jak izolator, im grubsza warstwa (oblepiona w dodatku popiołem) tym mniej energii z spalanego miału lub żaru, przedostaje się przez stalowe ścianki do wody, a więcej leci w komin, czyli strata kasy (nie mówiąc już o sąsiadach, którzy wdychają to wszystko, na pewno nie na zdrowie). Nie mam pojęcia jak to wyliczyć, ale wiem, że jak palenisko jest kapitalnie czysty to woda, nagrzewa mi się ekspresowo, a jak palenisko jest upaprany to bardzo wolno, logiczne!
Następna przypadek to komin, który należy czyścić co najmniej raz w roku, bo zachodzi sadzą i tu też koszty, bo albo zapłacić kominiarzowi lub samemu nabyć wycior do komina i drut lub sznur. Należy wtedy wejść na dach ewentualnie od spodu, a jak pięknie wtedy się wygląda :)

No i docieram do końca. Znajomy powiedział mi, że jest takie coś jak katalizator spalania sadzy, różne są na rynku, ale najbardziej wyróżniający się i skuteczny jest Sadpal. To taki zielonkawy proszek, niepalny i nie wybuchowy, którego dosypuje się do paliwa ( miału, węgla, drewna) i wtedy piec jest w środku utrzymany w porządku. Jak go kupiłem w sklepie internetowym i dorzuciłem pierwszy raz to płomień zabarwił mi się na żółto-zielono i dym z komina leciał nie czarny jak zazwyczaj, ale siwy albo taki biały. Znaczy to, że spalanie jest pełne. Na opakowaniu pisało, że aplikacja go jest ekologiczne, no i ma to sens analogicznie jak katalizatory w czterokołowcach, dopalają paliwo i mniej substancji rakotwórczych przedostaje się do atmosfery.
Teraz trochę o skutkach stosowania Sadpalu, co zauważyłem: piec jest w środku siwy albo biały, to zależy ile dodam proszku. Tak na oko to dodaję za każdym razem o tyle o ile niepełne trzy czubate łyżki stołowe na wsad (piec mam 60kW). Jak dodam więcej sadpalu to jest w wewnątrz suchutko i biało, fajnie to wygląda. Czyścić piec i tak trzeba, bo popiołu to jest od groma, ale jest on wypalony i nie ma z tym problemu. Aczkolwiek na ściankach robi się tak łuska jak na wyschniętych jeziorach, i spada po czasie. Na koniec wpiszę, co powiedział mi znajomy jak zawołał kominiarza żeby tak na wszelki wypadek wyczyścił komin, kominiarz po robocie zszedł z drabiny zagadał, że komin był bez zabrudzeń, bo chyba ktoś go niedawno czyścił albo stosujesz pan, Sadpal.

Koła do kosiarki

       koła do kosiarki z łozyskiemSolidne koła do kosiarki

Dzisiaj mi przypadła sensacyjna fucha, mianowicie koszenie trawnika. Aczkolwiek mam nieco inne zdanie w sprawie ścinania trawy. Nie jest to do końca dobra sprawa, jeżeli chodzi o mikro otoczenie naszych małych zielonych wysepek, a mianowicie nie pozwala do zakwitnięcia roślin. Cierpią na tym owady, pszczoły, bąki i inne. Dalej powodujemy, że nasze trawniki przemieniają się w monogamiczne uprawy bez rozmaitości. Ginie przez to mnustwo roślin, ziół. Coraz to mniej jest prawdziwych przydomowych ogródków z ich pierwotną różnorodnością .

      Dobra, ale nie o tym miało być, miałem nabazgrać o koszeniu trawy a w istocie o wymianie kółek do kosiarki. Ale po kolei. 
Paliwo było, olej podobnie, w takim razie odpaliłem kosiarkę i po paru minutach pchania zrezygnowałem. Coś opornie szło, powodem były koła kosiarki, a w zasadzie to, co po nich pozostało. Zdecydowałem je zastąpić nowymi, i tu zrobiłem rozeznanie, oryginalne nie wchodziły w grę, bo kosiarka kupiona gdzieś tam, więc wybrałem punkt sprzedaży z kółkami. Mieli dobre polskie koła do kosiarek z łożyskami albo bez. W sumie taka sama konstrukcja tyle, że te bez łożysk były ślizgowe. Wybrałem dwa większe koła na tylnią część z łożyskami i dwa mniejsze bez łożysk na część przednia kosiarki. I kupiłem jeszcze trzpienie do mocowania, bo stare były strasznie pordzewiałe. Nasmarowałem przednie koła na tulejach smarem litowym ( bo taki akurat miałem w garażu). I dawaj na trawnik. Szło nadzwyczajnie, te nowe koła w kosiarce są lekko szersze i lepiej się prowadzi, jestem kontent tylko zapomniałem sprawdzić czy są ostre noże, skutkiem tego trawa była trochę porąbana. Przejawia się to tym, że po kilku dniach robi się nieznacznie żółtawa na wierzchu.

       Po koszeniu wyczyściłem kosiarkę, naostrzyłem noże na ściernicy, bo parę razy przejechałem na kretowinę i gotowe. A i ostrzyć wskazane jest łagodnie na szlifierce stołowej, bo można przyjarać noże, chyba, że mamy szlifierkę na wodę wolnoobrotową. Jeżeli nie to trzeba, co jakiś czas chłodzić nóż w wodzie. I można odprężyć się, w sumie lubię zapach nowo skoszonej trawy.

Wyłącznik nożny do wiertarki

Nie sądziłbym, że na jakość wiercenia ma istotnie znaczny wpływ, nie jedynie wiertło, jego zaostrzenie, ale także wiertarka, a dokładniej sposób wiercenia. Chodzi mi o to czy robimy to z ręki czy na wiertarce stołowej. Ale od początku.
Chciałem wywiercić naokoło 400 otworów o średnicy 3,4 mm w płytce stalowej 2,3mm grubości. Na początku zacząłem wiercić z ręki, ale po kolejnym pękniętym wiertle zacząłem się zastanawiać nad ulepszeniem sobie pracy. W sklepie mam: DEDRA Wiertarka stołowa DED7707 -350W i jeszcze kilka innych, ale, że ta jest najtańsza a ja chciałem wiercić małym wiertłem to wziąłem tą.

Na wiertarkach stołowych da się wiercić z niedużą prędkością, ale za to z dosyć dużym posuwem i wciąż ten posuw jest w jednym kierunku. Zaowocowało to tym,że jednym wiertłem wywierciłem około 353 otworów bez ostrzenia! Jak wierciłem to miałem wrażenie, że wiertło się wciska w blachę i wchodzi jak w masło, jak dla mnie objawienie? Takie wiercenie ma tymczasem ograniczenia, bo nie weźmiemy wiertarki stołowej na pole i nie wywiercimy otworu w słupku ogrodzeniowym:).
Czyli wiertarki ręczne są mobilne można je wszędzie wykorzystać, pod warunkiem, że mamy pedłużacz i prąd. Ale wiercenie wiąże się z większym zużyciem wierteł. Więc wiertarka stołowa do warsztatu, a wiertarka ręczna do pozostałych robót.
Po jakimś czasie:

 

     Tak się zdarzyło, że musiałem zrobić około 2611 otworów w blaszce 1,6mm wiertełkiem 2mm. Uruchamianie i wyłączanie wiertarki oryginalnym wyłącznikiem to masakra, szczególnie jak jest mrozik, ta plastykowa pokrywka robi się potwornie twarda. Jak się robi kilka otworów to nie ma znaczenia, ale jak trzeba dokładnie wywiercić parę tysięcy to pojawia się przeszkoda. Dobrym wyjściem jest wyłącznik przy nodze.
Zdecydowałem sam zrobić takie coś, za nieduże pieniądze.
Kupiłem włącznik do dzwonka pokojowego, jedna znaczna sztacheta jako podstawa, dwie małe: jakaś podpórka pod stopę druga pod palce, żeby kulas nie wisiała w powietrzu. I nieco skóry na sam wyłącznik, kawałek przewodu wtyczka i gniazdko. A i ponieważ styki są słłabe to nie można tego patentu użyć do mocnych wiertarek stołowych, moja wiertarka stołowa Dedra DED7707 ma 350W więc nie ma kłopotu.

Wyłącznik jest rewelacyjny w użyciu, i bezpieczny, w każdej chwili można go wyłączyć. Po zmontowaniu tak wygląda:

 

Jak oczyścić przypalony garnek

Dzień dobry, w czasie świąt nie trudno o taki wypadek.


W współczesnych czasach pichcenie staje się co moment prostsze, a to za sprawą gigantycznego i powszechnego dostępu do wszystkiego, co przydatne w tym zawodzie, i nie mam na myśli wyłącznie przepisów w sieci. Półki w marketach uginają się od różnorodnego gatunku sprzętu AGD, przypraw, tasaków, książek kucharskich i ślicznych garów ze stali kwasoodpornej.

Każdemu z nas, sporadycznie zdarza się przypalić tego typu garnek, albo prędzej to, co w garze. O ile jest to nieszkodliwe przypalenie trwające chwilę, to da się wywalić przypaloną zawartość wlać wrzątkugorącej wody} z płynem czy solą, odczekać paręnaście minut i zmyć szczotką z tworzywa. Najczęściej taki operacja się udaje i w najlepszym wypadku nie zostają żadne cienie na dnie garnka. Gorzej, jeżeli przypalimy potrawę tak, że na dnie garnka będzie gruba zwęglona warstwa, a w kuchni widoczność zmaleje jak w gęstej mgle, co w owym czasie robić? Kuchnię da się przewietrzyć a gar szkoda wywalić.

Postaram się napisać, co w takiej sprawie najlepiej zdziałać. Musimy przygotować: szpachelkę, wkrętarkę z regulacją obrotów, krążek elastyczny na rzep, włókninę polerską ziarno 60, 120, 240, ściernicę trzpieniową z włókniny ziarno 60, 240 i ewentualnie włókninę stalową o numerze 2, 0 i  00.


Najistotniejsze to zaczekać, aż gar będzie zimny, wówczas zalać niewielką częścią wody z solą (pod żadnym pozorem nie wlewać wody do gorącego garnka, gdyż można odkształcić dno). Dobrze jest go przenieść na balkon, tak aby uciążliwy zapach nie roznosił się po domu. Po czym wąską szpachelką zeskrobać zwęglone części, tak, aby nie było większych kawałeczków przyległych do dołu garnka, to czasami trwa, jednakże dobrze jest uzbroić się w cierpliwość i pieczołowicie wyczyścić dno. Po tym etapie płuczemy gar i osuszamy go, wolno lekko podgrzać nad gazem, aczkolwiek bez pośpiechu. Zakładamy na maszynę dysk z rzepem i montujemy do niego włókninę 60, obroty nastawiamy na plus minus 700obr/min. I czyścimy nieznacznie dociskając spód garnka. Powinno się uważać, aby nie ocierać gumą o brzegi garnka. Po paru minutach garnek, jego dno powinien już być w miarę czysty, trzeba wówczas przetrzeć go suchą szmatą i sprawdzić czy nie zostały gdzieś plamy, jeżeli tak to akcję ponowić. Jeśli dno będzie już ładny podmieniamy włókninę na 120, później 240 i powtarzamy za każdym razem akcję, ale trochę krócej. Po wyczyszczeniu dno powinno mieć satynową nawierzchnię bez widzialnych głębszych rys. Dalszy etap to polerowanie brzegów garnka i tu robimy podobnie jak dotychczas. Najprzód zakładamy na maszynę ściernicę trzpieniową z włókniny o ziarnie 60, następnie drobniejszą 120 lub 240. Po wyczyszczeniu boków gar winien być jak nowy. Jeżeli garnek był w środku polerowany to można jeszcze wykończyć go pastą woskową i filcem.



 Jak ktoś nie posiada wiertarki może to samo dokonać ręcznie za pomocą wełny stalowej grubość 2, 0, 00. Jednakże w wypadku szorowania manualnego musimy liczyć się z tym, że przeznaczymy masę czasu i w żadnym razie nie uzyskamy tak cudownego rezultatu jak w przypadku polerowania maszynowego.

Woda darmo leje się z góry

Pompy hydrofory do wody

Kłaniam się ponownie, ostatnio na Planet oglądałem program o wykorzystaniu deszczówki z Tokio, super polecam.


     Po ostatnim rachunku za wodę stwierdziłem dosyć. Aby Polak musiał płacić tak bajońskie kwoty za wodę, która jest polską, własnością. Mam na myśli nas Lachów. I co można zrobić? W samej rzeczy samemu uzyskać każdymi możliwymi sposobami wodę. Po pierwsze woda pada za friko z chmur, wiem taki frazes, ale w bieżących czasach nieraz trzeba się cofnąć w myśleniu do dawnych czasów. W tamtym czasie dary nieba nie nabywało się w sklepach tylko samemu organizowało. Podobnie wodę.
Ale do rzeczy, z nieba kapie bezpłatna woda, wystarczy ją nazbierać do zbiornika a później pompa do wody, wąż i gotowe. Da się nawadniać ogródek, krzaczki, kwiatki i cokolwiek tam, kto ma. Zbierając wodę można użyć, rynny, z których szczodrze leje się woda.


      Odmienny sposób to studnie, i tu są dwa, no trzy rodzaje. Jedna główna, trzeba wykopać na taką głębokość, żeby woda gruntowa mogła nalecieć, i wtenczas można wetknąć pompę głębinową. Taka pompa daje ciśnienie, jest to pompa zanurzeniowa. Drugie wyjście to hydrofor. Inaczej pompa zewnętrzna, która zasysa wodę z studni i tłoczy ją pod ciśnieniem na znaczne odległości. Są takie pompy hydroforowe, które potrafią pchać, tłoczyć wodę na 100 metrów w górę ( hydrofor mh inox 2500).
Kolejne studnie to studnie chłonne, czyli takie, które zbierają wodę z systemu odwodnienia, drenażowego dookoła domu lub z pól. Takie studnie mają tą słabostkę, że w czasie suszy są najczęściej puste. Inny typ studni to kolektorowe, chociaż inaczej winno się na nie mówić zbiorniki kolektorowe. Do takich zbiorników odprowadza się wodę z rynien, naturalnych ścieżek opadowych. Studnie takie zbierają wodę płynącą po wierzchu. Są na ogół uszczelniane od wewnątrz żeby nazbierana woda nie wyciekała na zewnątrz do podkładu. Z wszystkich tych studni można pompować wodę zwykłymi pompami zanurzeniowymi, wirnikowymi, które nie dają ciśnienia, ale mają niezłą efektywność. Pompy zanurzeniowe mają różne zdolności pompowania wody na różne wysokości. Z reguły jest to wysokość 7 metrów, przy takich najtańszych (wq 180f, wq 450 f). Inne pompy mogą pompować wodę nawet na wysokość 28 metrów np.: WQ 3-24-0,75.


       Takie podejście do kumulowania wody jest jak najbardziej sensowne, uniezależnia nas od systemów wodociągów, które mogą za sprawą krajowych genialnych polityków trafić w całkowicie prywatne łapy a wtedy może być ciekawie. Tak czy inaczej rozpoczynam gromadzić wodę, pompować, podlewać i tyle. A jak by, co to przelewanie wody pompami elektrycznymi można zastąpić pompowaniem pompami ręcznymi. Trzeba się, co prawda namachać, ale przecież ruch to zdrowie, takie pompy ręczne do wody zwane skrzydełkowymi są wytwarzane w kilku odmianach, zależnie od wydajności np. KN-1 ma wydajność 17l na minutę, a najogromniejsza KN-5 53/ litry na minutę. Oczywiście wydajność zależy od naszej tężyzny

Przecinarka plazmowa Telwin

przecinarka w akcjjiKłaniam się dzisiaj sprawa z korzeniami w czasach komuny. Nie wszyscy będą pamiętać, co to.
Udało mi się w końcu pociąć stary, zardzewiały nasz komin. Rodziciele wiele lat temu zbudowali szklarnię, taki za komuny był przykaz: na terenie rolniczym nie można było pobudować jedynie domu z trawniczkiem i kwiatami. Trzeba było wybudować jeszcze jakiś obiekt gospodarczy powiązany z rolnictwem czy ogrodnictwem. Miał to być rzecz jasna budynek nie folia na pomidory. I tak rozpoczęła się historia moich rodziców z ogrodnictwem. Wybudowali szklarnię, kotłownię i wiadomo jak kotłownia to komin. Obecnie to jak coś konstruujemy to najpierw jest projekt, pozwolenie i tak dalej a później kasa i materiały. Za komuny i tu trochę historii dzieci moje nie było takiego schematu. Komin w planach miał być z cegły, ale ojczulek nie zdobył przydziału cegły, ta co była starczyła ledwie na dom. Ale kombinowanie to podstawa, więc jak zaczęli budować ciepłociąg w naszej okolicy to skombinowało się trochę rur średnicy 400 mm. Stalowych oczywiście, po przyspawaniu kołnierzy można było ustawić komin. Odcinki przykręcone zostały śrubami. I tak komin stał sobie i rdzewiał przez wiele lat. Ale wszystko się kiedyś kończy.
Korozja zżarła spód tak, że nie było już w paru miejscach w ogóle podstawy. Trzeba było, więc komin rozebrać, bo bałem się że jak mocniej zawieje to runie. Rozebrać chciałem chociaż do połowy, bo mam dołączone moje palenisko do niego. Podjechał dźwig, przecięliśmy szlifierką kątową śruby i komin poległ na ziemi.

 Dwa odcinki po 2,5 metra, grubość przeróżnie, od około 15 milimetrów do 10 mm. Wszakże w niektórych miejscach było 10 mm stali i z 10 -15 mm rdzy. To dawało razem ponad 20mm. Przecinarka Plazmowa 60HF ma rożne bajery i podaną maksymalną grubość cięcia 20 mm. I jest to parametr jak najbardziej prawidłowy, można nią ciąć takie grubości. Ale jak się przekonałem przy największym amperażu potrafi się nagrzać i wyłączyć. Z tego powodu powinno się ją położyć nie na słońcu tylko raczej w cieniu i zagwarantować dobre chłodzenie. Po co ma słoneczko dodatkowo podgrzewać, przecinarka plazmowa nie plażowicz na plaży.
 Część z komina zaplanowałem zastosować pod kowadło i młot resorowy.  Ale wypadało to wszystko pociąć, więc zebrałem się pewnego uroczego dnia, a słonko wtedy jeszcze tak wspaniale świeciło. Założyłem ciuchy robocze, maska przeciw pyłowa na twarz ( bo mam alergię) i do roboty.  Na początku chciałem ciąć szlifierką kątową, ale taka ciężka rura leżąca na ziemi sprawiłaby mi kłopot. Na pewno prędzej czy później tarcza do cięcia by się zakleszczyła.  Rura waży masę i to był szkopuł. Więc pozostała mi przecinarka plazmowa. Moją plazmówkę mam od 2 lat i choć sporo mnie kosztowała to nie używałem jej za często. Raz wyciąłem z blachy nierdzewnej krążki do grilla innym razem podcinałem regały.  Aby przecinarka plazmowa poprawnie działała trzeba dostarczyć jej sprężone powietrze i to dużo powietrza, bo jak będzie za mało lub nie będzie odpowiedniego ciśnienia to zaraz dysza się przepali i nie pomoże preparat antyodpryskowy ani nic innego. Ja podaję powietrze wężem 12 mm, nie dławi on tak jak na przykład spiralne. Całość przed cięciem wyglądała tak:

Kredą zaznaczyłem miejsce cięcia, punkt styku masy musiałem ostro przeszlifować tarczą listkową, bo było masę rdzy. Nieco się obawiałem czy plazma nie będzie szwankować z powodu rdzy, w poniektórych miejscach były nawet skorupy do 10 mm!! Ale Telwin Plasma 60HF dał sobie radę w niecałe 30 minut pociąłem wszystko. Cięcia nie były za równe, jeżeli się tnie z ręki na powierzchni takiej jak rura a do tego grubości są różne to nie ma się czego spodziewać. Wyszło jak wyszło jestem zadowolony. Dysze do plazmy się nie zabrudziły, bo co jakiś czas psikałem sprayem przeciw odpryskom Spawmix. I nawet jak się coś przykleiło do dyszy to szczotką mosiężną całość wytarłem do czysta. Niestety po czasie okazało się że izolator do plazmy jest przepalony i musiałem go wymienić https://domtechniczny24.pl/akcesoria-do-przecinarek-plazmowych.html

 

Pocięte elementy leżą sobie i czekają na wykorzystanie:

 

Część przyspawam do dawnego komina, z 2 odcinków zrobię postumenty wypełnione betonem pod kowadło i młot resorowy. Na złom nie wywiozę trochę szkoda mi a może się na coś przyda.

Copyright © 2011 Camelian Homes! All right Reserve!
Design by : Dom Techniczny!
 
Template By